Rok 2012

Perseidy pod bacznym okiem Cesarza

Z pogodą podczas obserwacji sierpniowego (i nie tylko) nieba, jest jak z dziewczyną szykującą się na randkę. Już niby wszystko pięknie i ładnie, dopięte na ostatni guzik, albo zamek, a tu nagle przychodzi załamanie, panna się chmurzy, zostaje w domu, a obserwatorzy pod dachem. Podobnie do roku ubiegłego, w samym środku „kumulacji” roju Perseidów, matka natura postanowiła zmienić dekorację i po słonecznej ciepłej sobocie, nadeszła deszczowa chłodna niedziela.

Na nic się zdała sobotnia wizja lokalna kukrzyska folwark Toruń (planowanego miejsca imprezy), koło Maciejowa w gminie Siennica Różana, przeprowadzona zdecydowanymi na wszystko siłami delegacji Klubu Poszukiwaczy Zaginionych Hologramów i właściciela grunt pana Bogdana Kargula. Jeszcze w południe 12 bm. wydawało się, że sprawa jest do uratowania, lecz niestety dalszy rozwój wypadków, skłonił organizatorów do sięgnięcia po plan B, a było nim spotkanie w gościnnych murach Centrum Kultury w Siennicy Różanej, pod opiekuńczymi skrzydłami jego szefowej Magdaleny Adamczuk. 

Jak się okazało na miejscu, atrakcjom nie było końca, gdyż na wysokości zadania stanęła też „elektryka”, a właściwie to padła, dzięki czemu skromne grono perseidowych zapaleńców wysłuchało porywającej prelekcji dr. Wiesława Krajewskiego, przy pełgających płomieniach świec. Potwierdziło się stare powiedzenie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Bo gdy zbierze się grupa pod mocnym wezwaniem, to i pogoda i złośliwość przedmiotów martwych, nie są w stanie popsuć humorów i ochoty do dobrej zabawy. Proszę sobie tylko uzmysłowić fakt oglądania m.in. zdjęć tarczy księżyca, w zapadających w sali ciemnościach, a już robi się ciekawie i niestandardowo.  

Kto nie był, niechaj żałuje, bo chociaż sufit biblioteki w Centrum Kultury to nie planetarium, ale dzięki wysiłkom szacownego prelegenta i wyobraźni zgromadzonych, bez trudu dało się przenieść myślami na te roje kwieciem meteorów umajone, kędy warkocz komety chyżo biega, a międzynarodowa stacja kosmiczna dzięcieliną pała.

Pan Krajewski posiadał ponadto laserowy wskaźnik, którego nie zawahał się użyć! Tak się złożyło, że ze ściany spoglądał na nas portret Ryszarda Kapuścińskiego – patrona Wakacyjnej Akademii Reportażu jego imienia. Mamy nadzieję, że Cesarz wybaczy nam okoliczność spożytkowania jego konterfektu ku ukazaniu zebranym laikom pojęcia radiantu, czyli miejsca, z którego (umownie) pojawiają się roje meteorów, inaczej „spadających gwiazd”, lubo „łez św. Wawrzyńca”. Broni nie składamy i za rok znowu planujemy wybrać się na „Randkę z Perseidami”. Do trzech razy sztukas!

Mariusz Kargul